Walka z bezrobociem wśród młodzieży. Może czas zacząć od urzędów pracy? Czy rząd na dzisiejszym posiedzeniu podejmie decyzję o ich częściowej prywatyzacji albo przynajmniej uzależnieniu budżetu od skuteczności działania?
Tak, zacznijmy od tych, którzy odpowiadają za walkę z bezrobociem. Niech dochodowość urzędu pracy zależy od efektywności w jej znajdowaniu a nie przybijaniu pieczątek i przewalaniu papierków z kupki na kupkę. Urzędy pracy w obecnej formie są nieskuteczne. Konieczna jest prywatyzacja urzędów pracy. Miliardy wydawane na szkolenia dla przyszłych florystek czy barmanów to pieniądze wyrzucone w błoto. Prywatna firma nie może sobie na to pozwolić, bo jest rozliczana z efektywności. Urząd nie musi być efektywny, bo i tak będzie działał. Prywatny pośrednik pracy, nawet częściowo finansowany z budżetu, musi działać skutecznie, bo inaczej upadnie. Nie może sobie pozwolić na sytuację, w której nie umieści ogłoszeń wysyłanych przez pracodawców, jak miało to miejsce w znanym eksperymencie naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego. Wysłali oni fikcyjne ogłoszenie o pracę do 416 urzędów, spośród których informację umieściło…9. Jest to nie do pomyślenia w istniejących już prywatnych „pośredniakach”. Część zadań urzędów pracy wzięły na siebie agencje zatrudnienia w Australii, Niemczech czy Wielkiej Brytanii. I świat się nie zawalił. Bezrobocie w Australii w 2012 roku wynosiła 5,5 proc., w Niemczech 6,5 proc., a w Polsce 12,6 proc.
Środki zaoszczędzone na finansowaniu Powiatowych Urzędów Pracy będzie można przeznaczyć na wsparcie młodych przedsiębiorców. Ich pierwszy krok w tworzeniu własnego biznesu powinien być możliwy jeszcze w trakcie studiów, bo to najlepszy czas na pierwsze aktywności gospodarcze. Absolwent nie potrzebuje wiele – kilka tysięcy złotych na start dla osób, które mają swój pomysł na biznes po zakończeniu studiów. Taki pakiet nie obciąży budżetu bardziej niż utrzymanie urzędów.