Szanowny Panie Profesorze,
ze zdumieniem przyjąłem formę, w jakiej odniósł się Pan do idei ustanowienia ministerstwa zajmującego się polityką wobec rodziny. Nie we wszystkich sprawach nasze poglądy różnią się tak wyraźnie, jednak w tej mamy istotnie inne stanowisko. Czytam Pana wypowiedzi i wiem, że jest Pan sceptyczny wobec polityki rodzinnej i jej skuteczności, nie uzasadnia to jednak stosowania kpiny zamiast argumentacji. Proszę zatem rozważyć także inne argumenty, które w skrócie raz jeszcze przedstawię.
Podczas kampanii wyborczej w 2011 roku Polska Jest Najważniejsza przedstawiła program polityki rodzinnej jako kluczowe zagadnienie polityczne do realizacji w kraju. Znane są Panu zapewne liczne statystyki, które dowodzą, że czeka nas zapaść demograficzna. Według CIA Factbook Polska jest na 211 miejscu z 224 krajów na świecie pod względem liczby urodzeń. Demograficzne spustoszenie poprzedzi poważne problemy społeczne i gospodarcze w Polsce. Jak Pan zapewne pamięta, w kampanii 2011 roku spotkaliśmy się z lekceważeniem i kpinami ze strony PO i PiS („demografia nikogo nie interesuje” – pisano w „przekazie dnia” drugiej co do wielkości siły politycznej). Dzisiaj jednak okazuje się, że podjęte wówczas przez nas tematy stały się kluczowe w strategiach tych partii. Zarówno PO jak i PiS przyznają, że trzeba prowadzić aktywną politykę rodzinną, podobnie jak w innych krajach Unii Europejskiej. Premier Donald Tusk ogłosił 2013 rokiem rodziny, a Jarosław Kaczyński uznał, że demografia jednak kogoś interesuje. Podczas ostatniej konferencji PiS prof. Krzysztof Rybiński zgłosił postulaty idące w tym samym kierunku, co program rodzinny PJN sprzed kilku lat.
Do rozstrzygnięcia pozostają dwie kwestie. Po pierwsze zasada polityki rodzinnej – czy odpowiednie środki budżetowe powinny być przekazywane bezpośrednio rodzinom czy też większa ma być rola państwa lub szerzej, urzędów w decydowaniu o ich wydawaniu, np. poprzez podejmowanie za rodziców decyzji o wyborze żłobka a nie innej formy wychowania. Pewne deklaracje szefa rządu wskazują na to, że skłania się on ku drugiemu modelowi. Zakładam jednak, że bardziej efektywny jest tylko pierwszy, nie wymaga bowiem rozbudowywania niepotrzebnej biurokracji. Jednak przyjęcie takiego modelu wymaga poważnych reform w strukturze wydatków państwa i kompetencjach poszczególnych ministerstw a zatem odpowiedniej koordynacji przez określony czas. Powinny pójść za tym konieczne zmiany w ustawach, w tym w ustawie o pomocy społecznej, przygotowanie odpowiednich rozporządzeń, konsultacje z samorządami i organizacjami pozarządowymi. Właśnie do tego konieczne jest ministerstwo ds. rodziny, wyposażone w odpowiednie kompetencje. Powinno mieć charakter celowy oraz czasowy i mogłoby powstać na bazie któregoś z istniejących resortów, na przykład Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Rzecz w tym, aby istniała odpowiednia osoba koordynująca te prace. Praktyka działania polskiej administracji pokazuje, że to jedyny sensowny sposób podejścia do tematu, jeśli poważnie traktujemy deklaracje, że jednak polityka rodzinna i demografia powinny być najważniejsze w działaniach rządu. Inaczej będziemy rozbudowywali obecny system państwowej filantropii, mało skuteczny i kosztowny a nie wprowadzali nowoczesną politykę rodzinną
Skoro najważniejsi politycy przyznają jednak rację, że polityka rodzinna jest kluczowym zagadnieniem społecznym w Polsce, to jej właściwe wprowadzenie w życie powinno być priorytetem. Układ kompetencji ministerstw w nowoczesnym państwie powinien zakładać właśnie tego typu zmiany: można i należy likwidować struktury urzędnicze, których znaczenie maleje, np. Ministerstwo Skarbu ze względu na małą skalę prywatyzacji. Nie mam wątpliwości, że pewne ministerstwa w Polsce mogłyby zostać zlikwidowane. To stanie na straży dogmatu o nienaruszalności obecnej struktury rządu nie jest rozwiązaniem liberalnym. Decydować powinny efektywność i potrzeby państwa. W warunkach nowoczesnej organizacji administracji zmiana struktury Rady Ministrów nie powinna rodzić konieczności zwiększania ilości stanowisk urzędniczych. Każdy z doświadczeniem w pracy rządowej powinien brać to pod uwagę. Przykładem takiego celowego działania było np. powstanie Ministerstwa Cyfryzacji i Administracji i oddzielenie go od Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
Mam świadomość, że decyzja o posiadaniu dzieci ma charakter bardzo osobisty i działania państwa mogą tu mieć jedynie pomocnicze znaczenie. Proszę jednak wziąć pod uwagę doświadczenia krajów, które na taką politykę się zdecydowały. Ministerstwo ds. rodziny jest konieczne. Mam też świadomość, że takie ministerstwo może mieć niebezpieczną skłonność do regulowania życia rodzin w ideologicznym duchu. Dlatego stawiam sprawę jasno – nowy urząd jest konieczny do przeprowadzenia odpowiednich zmian a potem nie ma racji bytu. Jeśli ktoś zaproponuje inne efektywne rozwiązanie dla zreformowania polityki społecznej w Polsce, to z uwagą się z nim zapoznam.
Szanowny Panie Profesorze, odnoszę się z wielką rewerencją do Pana dorobku i tym bardziej sądzę, ze mogę oczekiwać wymiany poglądów a nie kpiny, szczególnie w czasach kiedy lekceważenie stało się metodą uprawiania polityki w Polsce. Łączę dla Pana pozdrowienia i najlepsze życzenia.

Szanowny Panie Profesorze,

ze zdumieniem przyjąłem formę, w jakiej odniósł się Pan do idei ustanowienia ministerstwa zajmującego się polityką wobec rodziny. Nie we wszystkich sprawach nasze poglądy różnią się tak wyraźnie, jednak w tej mamy istotnie inne stanowisko. Czytam Pana wypowiedzi i wiem, że jest Pan sceptyczny wobec polityki rodzinnej i jej skuteczności, nie uzasadnia to jednak stosowania kpiny zamiast argumentacji. Proszę zatem rozważyć także inne argumenty, które w skrócie raz jeszcze przedstawię.

Podczas kampanii wyborczej w 2011 roku Polska Jest Najważniejsza przedstawiła program polityki rodzinnej jako kluczowe zagadnienie polityczne do realizacji w kraju. Znane są Panu zapewne liczne statystyki, które dowodzą, że czeka nas zapaść demograficzna. Według CIA Factbook Polska jest na 211 miejscu z 224 krajów na świecie pod względem liczby urodzeń. Demograficzne spustoszenie poprzedzi poważne problemy społeczne i gospodarcze w Polsce. Jak Pan zapewne pamięta, w kampanii 2011 roku spotkaliśmy się z lekceważeniem i kpinami ze strony PO i PiS („demografia nikogo nie interesuje” – pisano w „przekazie dnia” drugiej co do wielkości siły politycznej). Dzisiaj jednak okazuje się, że podjęte wówczas przez nas tematy stały się kluczowe w strategiach tych partii. Zarówno PO jak i PiS przyznają, że trzeba prowadzić aktywną politykę rodzinną, podobnie jak w innych krajach Unii Europejskiej. Premier Donald Tusk ogłosił 2013 rokiem rodziny, a Jarosław Kaczyński uznał, że demografia jednak kogoś interesuje. Podczas ostatniej konferencji PiS prof. Krzysztof Rybiński zgłosił postulaty idące w tym samym kierunku, co program rodzinny PJN sprzed kilku lat.

Do rozstrzygnięcia pozostają dwie kwestie. Po pierwsze zasada polityki rodzinnej – czy odpowiednie środki budżetowe powinny być przekazywane bezpośrednio rodzinom czy też większa ma być rola państwa lub szerzej, urzędów w decydowaniu o ich wydawaniu, np. poprzez podejmowanie za rodziców decyzji o wyborze żłobka a nie innej formy wychowania. Pewne deklaracje szefa rządu wskazują na to, że skłania się on ku drugiemu modelowi. Zakładam jednak, że bardziej efektywny jest tylko pierwszy, nie wymaga bowiem rozbudowywania niepotrzebnej biurokracji. Jednak przyjęcie takiego modelu wymaga poważnych reform w strukturze wydatków państwa i kompetencjach poszczególnych ministerstw a zatem odpowiedniej koordynacji przez określony czas. Powinny pójść za tym konieczne zmiany w ustawach, w tym w ustawie o pomocy społecznej, przygotowanie odpowiednich rozporządzeń, konsultacje z samorządami i organizacjami pozarządowymi. Właśnie do tego konieczne jest ministerstwo ds. rodziny, wyposażone w odpowiednie kompetencje. Powinno mieć charakter celowy oraz czasowy i mogłoby powstać na bazie któregoś z istniejących resortów, na przykład Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Rzecz w tym, aby istniała odpowiednia osoba koordynująca te prace. Praktyka działania polskiej administracji pokazuje, że to jedyny sensowny sposób podejścia do tematu, jeśli poważnie traktujemy deklaracje, że jednak polityka rodzinna i demografia powinny być najważniejsze w działaniach rządu. Inaczej będziemy rozbudowywali obecny system państwowej filantropii, mało skuteczny i kosztowny a nie wprowadzali nowoczesną politykę rodzinną.

Skoro najważniejsi politycy przyznają jednak rację, że polityka rodzinna jest kluczowym zagadnieniem społecznym w Polsce, to jej właściwe wprowadzenie w życie powinno być priorytetem. Układ kompetencji ministerstw w nowoczesnym państwie powinien zakładać właśnie tego typu zmiany: można i należy likwidować struktury urzędnicze, których znaczenie maleje, np. Ministerstwo Skarbu ze względu na małą skalę prywatyzacji. Nie mam wątpliwości, że pewne ministerstwa w Polsce mogłyby zostać zlikwidowane. To stanie na straży dogmatu o nienaruszalności obecnej struktury rządu nie jest rozwiązaniem liberalnym. Decydować powinny efektywność i potrzeby państwa. W warunkach nowoczesnej organizacji administracji zmiana struktury Rady Ministrów nie powinna rodzić konieczności zwiększania ilości stanowisk urzędniczych. Każdy z doświadczeniem w pracy rządowej powinien brać to pod uwagę. Przykładem takiego celowego działania było np. powstanie Ministerstwa Cyfryzacji i Administracji i oddzielenie go od Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Mam świadomość, że decyzja o posiadaniu dzieci ma charakter bardzo osobisty i działania państwa mogą tu mieć jedynie pomocnicze znaczenie. Proszę jednak wziąć pod uwagę doświadczenia krajów, które na taką politykę się zdecydowały. Ministerstwo ds. rodziny jest konieczne. Mam też świadomość, że takie ministerstwo może mieć niebezpieczną skłonność do regulowania życia rodzin w ideologicznym duchu. Dlatego stawiam sprawę jasno – nowy urząd jest konieczny do przeprowadzenia odpowiednich zmian a potem nie ma racji bytu. Jeśli ktoś zaproponuje inne efektywne rozwiązanie dla zreformowania polityki społecznej w Polsce, to z uwagą się z nim zapoznam.

Szanowny Panie Profesorze, odnoszę się z wielką rewerencją do Pana dorobku i tym bardziej sądzę, ze mogę oczekiwać wymiany poglądów a nie kpiny, szczególnie w czasach kiedy lekceważenie stało się metodą uprawiania polityki w Polsce. Łączę dla Pana pozdrowienia i najlepsze życzenia.