Godzina prawdy dla konserwatystów, nie tylko tych z PO, przyszła szybciej niż  ktokolwiek się spodziewał. Sprawa Bajkowskich to test na szczerość ich intencji.  Szczególnie, że problemy z odbieraniem dzieci nie zaczęły się znikąd i od wczoraj o nich słyszymy. To świadoma polityka PO do nich prowadzi. Kto pomimo ostrzeżeń ekspertów z taką gorliwością zmieniał ustawę rodzinną w 2010 roku? Czy spadł od niej poziom przemocy w rodzinie? Nie, ale kłopotów normalnym rodzinom przybyło. Kto, jeśli nie politycy Platformy dowodzą raz po raz, że środki na rodzinę muszą być dzielone przez państwo, bo rodzice „przepiją”? To na gruncie takich dyrdymałów zapadają takie wyroki jak w Krakowie. A świadczenia socjalne? Jest już tak wielka preferencja dla rodzin niepełnych, że podobno bywa to przyczyną fikcyjnych rozwodów!

Sprawa Bajkowskich ciągnie się od tygodni i nikt nie może mówić że jest zaskoczony. Czy „konserwatyści wszystkich opcji” coś realnie zrobią? Czy Jarosław Gowin przedstawi projekt ustawy (zmiana odpowiednich przepisów Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego) czy może inaczej zagwarantuje właściwe stosowanie podpisów? Długaśne kontrole to dobry krok, ale nikomu nie życzę kilku tygodni w domu dziecka na gapę, aż kontrola coś wyjaśni. A jeśli Gowin przedstawi projekt, na co liczę, to czy poprze go Joanna Kluzik-Rostkowska? Bo telefon do ratusza w Krakowie to gest szlachetny, tyle, że od tego młodzi Bajkowscy do domu nie wrócą. „Trzeba działać systemowo”, jak dowodzą pracownicy biura rzecznika praw dziecka, odpowiadając dlaczego Bajkowscy nie mogą liczyć na pomoc. Tak, sytuacja Bajkowskich to nie tylko wina sądu w Krakowie, sąd wyczuwa trendy w legislacji ostatnich lat i realizuje. A gdzie polityka PiS, która już teraz miała być prorodzinna? Zamiast traktować dzieciaki jako tło kolejnych konferencji prasowych z Piotrem Glińskim czyż nie czas pokazać projekt zmian prawnych chroniących rodzinę? A Solidarna Polska? Miała zajmować się polityką rodzinną a zajmuje się Matą Hari. A Stefan Niesiołowski z nowego Instytutu Myśli Państwowej, który miał prowadzić politykę rodzinną? Lub myśleć o niej przynajmniej? Kolejny dzień z rzędu opowiada farmazony o szczawiu i konfiturze z mirabelek. A inny jeszcze konserwatywny kolega z Krakowa zamiast snuć rozważania o problemach z homoseksualistami chociaż słowo rzekłby w sprawie Bajkowskich. A rzecznik praw dziecka? Zaspany w tej sprawie? Jakoś znajdował czas na polemiki z prof. Franciszkiem Longchamps de Berier! Czy nie ruszy się, jeśli do niego Jerzy Owsiak nie wpadnie na herbatkę? Do polemik z księżmi rzecznik naprawdę nie jest potrzebny. Premier go nie zmobilizuje jeśli z interwencją nie przyjdą celebryci? Nic. Ani mru mru.

Drodzy Koleżanki i Koledzy Konserwatyści z różnych stron barykady. Nie bierzcie tego osobiście, ale to nie może być tak, że sprawa Bajkowskich to tylko problem Andrzeja Dudy z Krakowa i garstki polityków. Pierwszy krok do konserwatyzmu to nie ideologiczna draka w stylu wynurzeń posła Niesiołowskiego ale stawka na rodzinę i jej podmiotowość. W dzisiejszej Rzeczpospolitej Bartosz Marczuk pisze, że 1,4 mln dzieci wychowuje się w rodzinach, gdzie na domownika przypada mniej niż 250 zł na miesiąc. Sami widzicie, że instytucje państwa nie dają rady w obronie praw rodziny ani nie są w stanie odpowiednio rozdysponować środków przeznaczonych na politykę rodzinną. Gdy w patologicznych rodzinach umierają dzieci, to się okazuje, że urzędnik coś przeoczył. Natomiast łatwo przychodzi instytucjom włamywanie się do normalnej ale biednej rodziny i wtrącanie się, gdy ich nikt nie prosi, by kosztem Bajkowskich i wielu innych rodzin uzasadniać swoje istnienie. Gdyby przekazać rodzinom przynajmniej drugie 250 zł ale bez tych urzędowych pośredników i zaoszczędzić na utrzymywaniu takich instytucji jak rzecznik praw dziecka (spokojnie jego obowiązki przejmie rzecznik praw obywatelskich), to naprawdę wszystkim żyłoby się spokojniej.

 

Dyskutuj także na:

Facebooku www.facebook.com/pawelkowalpl

Twitterze @pawelkowalpl