Debata o udziale Kwaśniewskiego w nieformalnym ciele doradczym Nazarbajewa obnażyła dziecinadę polskiej polityki. Pomijam jej krajowy kontekst, mało mnie interesuje bowiem jakie ugrupowanie będzie nad Wisłą wspierał były prezydent, bo nam całkowicie nie po drodze w tej sprawie. Jednak jeśli chodzi o pozycję Polski na Wschodzie to już inna sprawa. Polska potrzebuje wielu Kwaśniewskich, także w prawicowej i centrowej wersji, którzy będą mieli stały nieformalny kontakt nie tylko z Nazarbajewem, ale i Iwaniszwilim, Janukowyczem czy Alijewem. Gdy Lech Kaczyński próbował nawiązywać kontakt z przywódcami Kazachstanu czy Azerbejdżanu główną przeszkodą był właśnie brak tego typu nieformalnych pośredników. Dzisiaj polska polityka na Wschodzie ma mniejszy rozmach, ale to się zmieni i wtedy Kwaśniewski, jako postać, z którą liczy się Nazarbajew będzie jak znalazł. Kazachstan jest jednym z państw-kluczy do Azji i przejściowa, mam nadzieję, ignorancja części elit nad Wisłą tego nie zmieni.

Oburzał się ktoś, że jak może być tak, że Marek Migalski wspiera obrońców praw człowieka w Kazachstanie, Piotr Borys uczestniczy w spotkaniach z prześladowaną opozycją w tym kraju, a Aleksander Kwaśniewski jada kolacje z Nazarbajewem i popiera tam polskie inwestycje. Że to niby powinno być albo-albo? Albo Migalski i Borys albo Kwaśniewski? Moim zdaniem powinno być i to i to – we Francji byłoby właśnie tak, tak samo w Wielkiej Brytanii i w Niemczech. Utrzymywanie kontaktu z przywódcami takimi jak Nazarbajew, to główna metoda wpływania na ich politykę, także pod kątem praw człowieka. Wyizolowany w środku Europy, poczciwy Łukaszenka łamie je przecież bezpardonowo, mimo blokady jaką jest otoczony. Chyba należałoby z tego wyciągnąć jakieś wnioski? Czyli raczej chodzi o to, aby prezydent Komorowski czy minister Sikorski zaprosili na kawę i Aleksandra Kwaśniewskiego i polskich obrońców praw człowieka i porozmawiali o polskiej taktyce wobec Astany. Nazarbajew jest tymczasem uznawany od Waszyngtonu po Lizbonę. Jest graczem na rynku energii czy moderowania stanowiska wobec muzułmańskiego świata, jego opinia odgrywa rolę w polityce wobec Chin itd.  Kazachstan jest jednym z tych krajów, którego mieszkańcy Polaków szanują, a tradycja polska, przywieziona na pusty wówczas step przez Rosjan, zobowiązuje. Dodatkowo reżim Nazarbajewa znajduje się w szczególnym momencie. Tajemnicą Poliszynela jest fakt, że szykuje się do sukcesji. Jeśli Kwaśniewski w tym uczestniczy lub doradza, to dla Polski tylko plus, pod warunkiem, że ktoś w Polsce zechce z tego skorzystać.

Jestem przekonany, że kiedy Henry Kissinger wraca z kolacji i konferencji w Pekinie, to ktoś z Departamentu Stanu wpada do niego pogadać co słychać w Państwie Środka, które perłą demokracji nie jest a były sekretarz stanu bynajmniej nie prowadzi tam swoich działań bez honorarium. Jednak Washington Post nie publikuje jego rachunków, a urzędujacy sekretarz stanu raczej myśli jak użyć jego pracę do wspólnych celów. Zresztą charakterystyczne, że obrońcy praw człowieka w Kazachstanie nie mają nic przeciwko aktywności Kwaśniewskiego – wiem to od kilkorga z nich. Bo rozumieją, że jakby co, to przynajmniej pomoże on nawiązać kontakt pomiędzy stronami.

Ostatnio ukazał się w Wydawnictwie Literackim wywiad-rzeka „Między Majdanem a Smoleńskiem„.