Nie udało się z całym Sejmem, to Donald Tusk właśnie goli Platformę Obywatelską. Trwa posiedzenie zarządu rządzącej partii, podczas którego albo cała PO będzie tańczyć „po europejsku” i palić „to co w Europie”, albo wynocha. Tusk w tej sprawie jest jak Piotr I, który zwiedził Zachód na szybko i przyuczał bojarów do tytoniu. Powiedzieli mu w Brukseli: „zrób chłopie po europejsku”, to robi tak jak to rozumie. Jeden miesiąc, podatki na Kościół, drugi in vitro, trzeci związki partnerskie. Kołowrotek ideologiczny nakręca grupka modernizatorów, którzy pomagają w przycinaniu bród miejscowym bojarom: panie Rajewicz, Środa, Nowicka a jak się okazuje nawet Hanna Gronkiewicz – Waltz. Prezydent Warszawy nie chce być z tyłu i właśnie wsparła kampanię bilboardową promującą rodziców, których dzieci są homoseksualistami. Grupa dam wspiera premiera tam gdzie panowie do rewolucji obyczajowej aż tak się nie garną.

Poniekąd nawet metody Tuska są zrozumiałe wobec homofobicznych wypowiedzi Stefana Niesiołowskiego a nawet zapomnianych już nieco wynurzeń Ewy Kopacz na temat homoseksualistów. Dzisiaj cel jest jednak inny: to najbardziej konserwatywna część PO (Gowin, Godson, Żalek) ma złożyć a potem popierać nowy projekt o związkach partnerskich, tylko, że pod inną nazwą. Jeśli tego nie zrobią, miejsca w PO dla nich nie ma. Metody, które premier stosuje wobec swoich towarzyszy po pierwsze nie sprawdzą się wobec wszystkich z nich, po drugie nie sprawdzą się wobec Polaków. To dlatego Tusk musi dzisiaj przypominać, że PO jest w centrum sceny politycznej, mimo że sam wie najlepiej, iż od dawna centrowość  Platformy to żart. Nie ma drugiego centrowego, a tym bardziej chadeckiego rządu w Europie, który miałby w głowie taki ideologicznego fioła jak dzisiaj gabinet Tuska. To prawda, w innych krajach zmiany często idą dalej niż proponuje premier, ale rozkłada się je na lata i są najczęściej pełną desperacji odpowiedzią na oczekiwania we własnych szeregach i nacisk „dołów”. U nas jest odwrotnie: Tuska narzuca tempo, przekierowuje Polskę na tory wojen ideologicznych i buduje mozolnie drogę do władzy radykalnej lewicy, która nie zadowoli się wyrąbanym przez niego otworem i sformułuje bardziej radykalny program. Premier sądzi, że przyspieszona rewolucja obyczajowa ochroni go od wzrostu poparcia dla projektu Kwaśniewskiego, Siwca i Palikota, ale się myli. To tylko uzasadni skrajne hasła Palikota, jako program któregoś z kolejnych rządów. Jeśli zebrać propozycje ideologiczne, które padają dzisiaj z obozu PO, to najbliżej im do rewolucyjnego programu Zapatero w Hiszpanii.

Tak naprawdę Donald Tusk chce zrobić z Polską to samo, co robi z PO: modernizować „po wschodniemu”, na siłę, szybko i w tempie. Modernizacji nie rozumie jako podniesienia wydatków na naukę i technikę, problemów ideologicznych nie rozwiązuje szukając kompromisu, choć w wielu sprawach byłby on możliwy (także rozszerzenia praw indywidualnych osób żyjących faktycznie w związkach innych niż małżeństwa). Ale tu nie o sprawę chodzi, lecz o awanturę. To nie jest ani podejście centrowe, ani zdroworosądkowe, ani dobre dla Polski. Każdą ze spraw podejmowanych przez Tuska można próbować załatwić inaczej, trzeba tylko chcieć i do tego ogarnąć problemy z bezrobociem, czy budową dróg, bo tak to czort kusi by przycinać prawicy wąsa i podkręcać nastroje.

 

Dyskutuj także na:

Facebooku www.facebook.com/pawelkowalpl

Twitterze @pawelkowalpl