Polska

Potrzebujemy poważnej polityki

Najpierw „bezpieczeństwo” przez wszystkie przypadki, potem premier śpiewa. Czy to konkurs talentów?

Tusku, dzwoń do Merkel!

Elmar Brok to jeden z najbardziej wpływowych posłów niemieckiej chadecji w Parlamencie Europejskim. Kolejny raz oświadczył dzisiaj zapytany przeze mnie, że nie widzi możliwości przenoszenia wojsk NATO do Polski. Niemcy bronią się jak mogą przed tym ruchem. Nie wyciągają wniosków ani z aneksji Krymu przez Rosję ani coraz śmielszych działań wynajętych przez Kreml ludzi (zielonych ludków) na wschodzie Ukrainy. Berlin ogranicza się do działania w sferze dyplomacji, bo każdy krok dalej oznacza realne straty dla niemieckich firm. A w Moskwie dyplomacja nie działa, bo podjęto tam decyzję o zmianie układu sił w tej części świata. Nasi praszczurowie patrzyli na podboje Katarzyny II i nie rozumieli, że na ich oczach powstaje Imperium Romanowów, pradziadkowie patrzyli na ruchy Stalina i pojmowali więcej, że odradza się imperium w szatach ZSRR. Współcześnie Europejczycy powinni rozumieć więcej. Putin realizuje plan powołania Trzeciego Imperium Rosyjskiego na trupach naszych sąsiadów. Pierwsze kroki zostały już zresztą poczynione w Gruzji, Armenii czy Mołdawii.

To oznacza, że Rosja zbliża się do naszych granic. Skończył się czas – może kończy się czas pokoju w Europie. Nasza armia jest ciągle za słaba na potrzeby kilkudniowej obrony terytorium. By Rosja nie myślała o zrobieniu kolejnego kroku, trzeba wybudować silną zaporę. Nie trzeba atakować, ale skutecznie odstraszać. Wzmocnienie obecności NATO na wschodnich granicach Sojuszu jest koniecznością. Jeśli nie doprowadzimy do tego teraz, może już nie być okazji.

Czas, by o premier Tusk wykorzystał dobre kontakty w Berlinie. Przyjaźń w polityce jest przydatna o tyle, o ile można za jej pomocą osiągnąć swoje cele. Niech więc premier rządu Rzeczpospolitej podniesie słuchawkę i przekona panią kanclerz i wpłynie na zmianę nastawienia niemieckiej dyplomacji wobec Polski. Już nie może być tak, że interesy niemieckiego przemysłu są ważniejsze od bezpieczeństwa naszego kraju.

Po wielu latach budowania nieformalnego, biznesowego układu niemiecko-rosyjskiego odczuwamy tego dramatyczne skutki. W czasach pokoju mogło to budzić wątpliwości i pytania jak to wpływa na polskie interesy (Nord Stream), w czasie wojny te więzy (szczególnie energetyczne i współpraca wojskowa) muszą zostać skutecznie osłabione. Na naszych oczach wykuwa się nowy porządek w Europie. Jeżeli teraz będziemy się pokornie zgadzać na wszystko, co powiedzą Niemcy, możemy zwijać się i z Unii i z NATO albo raczej te organizacje się zwiną. Dla premiera przyszedł czas sprawdzianu dla „sojuszu piastowskiego”, o którym kiedyś pisał minister Radosław Sikorski.

Pożyteczni idioci Putina

W 1917 roku do ogarniętego rewolucją Petersburga przyjechał młody Amerykanin, John Reed. Bolszewicki przewrót opisał dokładnie, nie pomijając żadnej okazji by gloryfikować Lenina i jego kompanię. Wydana po angielsku książka „Czerwona Rosja” stała się kwintesencją komunistycznej propagandy, a sam Reed za swoją postawę „pożytecznego idioty” został nagrodzony pochówkiem w murach Kremla.

Przez dziesięciolecia Związek Sowiecki wykorzystywał sympatyków komunizmu na Zachodzie i bez skrupułów używał ich przy uzasadnianiu swoich zbrodni. Mapa się zmieniła, ale sprawdzone metody pozostały. Niedawno grupa polskich polityków obserwowała pseudoreferendum w Gagauzji. Dziś obserwować hucpę na Krymie jedzie Adam Kępiński, poseł na Sejm RP. Przyklaskuje temu Mateusz Piskorski, były poseł Samoobrony, znany ze swoich niezdrowych prokremlowskich sympatii, niejasna jest rola jednego z posłów Solidarnej Polski. Marie Le Pen stwierdziła z kolei, że Krym jest „rosyjskojęzyczny, a nawet prawie rosyjski”. Niespodziewanie popierający swego czasu rozszerzenie UE na Wschód Gunter Verheugen, mówił o „faszystach zasiadających w nowym ukraińskim rządzie”, delegitymizując nowe władze Ukrainy. Przy tym wszystkim wręcz niewinnie prezentuje wypowiedź szefa węgierskiego rządu, który oświadczył, że „nie będzie się mieszał”. Co prawda później Węgry przyjęły stanowiska zgodne z polskim, ale niesmak pozostał

Pal sześć zachodnich polityków – ani Francja ani Niemcy nie sąsiadują z Ukrainą i Rosją. Mimo najszczerszych chęci nie potrafię jednak zrozumieć dlaczego polski polityk zgadza się legitymizować próbę przejęcia przez Rosję terytorium Ukrainy o wielkości porównywalnej z powierzchnią Belgii, czy dużego polskiego regionu. To działanie wbrew naszym interesom. To działanie na rzecz interesów Kremla. Te dzikie wyprawy obserwacyjne mają jeden wspólny mianownik: pieczętowanie agresywnej polityki Kremla. Władimir Putin zapowiedział „zbieranie ziem ruskich”, co oznacza, że zamierza kreować trzecie wcielenie imperium na Wschodzie (wcześniejsze to Romanowych i ZSRR). Niestety na szczęście dla Kremla zawsze znajdzie się kilku Johnów Reedów, którzy przyklasną nawet, gdy zaproponuje rozbiór Ukrainy. A tym razem w tej haniebnej grupie znaleźli się i Polacy.