W 1917 roku do ogarniętego rewolucją Petersburga przyjechał młody Amerykanin, John Reed. Bolszewicki przewrót opisał dokładnie, nie pomijając żadnej okazji by gloryfikować Lenina i jego kompanię. Wydana po angielsku książka „Czerwona Rosja” stała się kwintesencją komunistycznej propagandy, a sam Reed za swoją postawę „pożytecznego idioty” został nagrodzony pochówkiem w murach Kremla.

Przez dziesięciolecia Związek Sowiecki wykorzystywał sympatyków komunizmu na Zachodzie i bez skrupułów używał ich przy uzasadnianiu swoich zbrodni. Mapa się zmieniła, ale sprawdzone metody pozostały. Niedawno grupa polskich polityków obserwowała pseudoreferendum w Gagauzji. Dziś obserwować hucpę na Krymie jedzie Adam Kępiński, poseł na Sejm RP. Przyklaskuje temu Mateusz Piskorski, były poseł Samoobrony, znany ze swoich niezdrowych prokremlowskich sympatii, niejasna jest rola jednego z posłów Solidarnej Polski. Marie Le Pen stwierdziła z kolei, że Krym jest „rosyjskojęzyczny, a nawet prawie rosyjski”. Niespodziewanie popierający swego czasu rozszerzenie UE na Wschód Gunter Verheugen, mówił o „faszystach zasiadających w nowym ukraińskim rządzie”, delegitymizując nowe władze Ukrainy. Przy tym wszystkim wręcz niewinnie prezentuje wypowiedź szefa węgierskiego rządu, który oświadczył, że „nie będzie się mieszał”. Co prawda później Węgry przyjęły stanowiska zgodne z polskim, ale niesmak pozostał

Pal sześć zachodnich polityków – ani Francja ani Niemcy nie sąsiadują z Ukrainą i Rosją. Mimo najszczerszych chęci nie potrafię jednak zrozumieć dlaczego polski polityk zgadza się legitymizować próbę przejęcia przez Rosję terytorium Ukrainy o wielkości porównywalnej z powierzchnią Belgii, czy dużego polskiego regionu. To działanie wbrew naszym interesom. To działanie na rzecz interesów Kremla. Te dzikie wyprawy obserwacyjne mają jeden wspólny mianownik: pieczętowanie agresywnej polityki Kremla. Władimir Putin zapowiedział „zbieranie ziem ruskich”, co oznacza, że zamierza kreować trzecie wcielenie imperium na Wschodzie (wcześniejsze to Romanowych i ZSRR). Niestety na szczęście dla Kremla zawsze znajdzie się kilku Johnów Reedów, którzy przyklasną nawet, gdy zaproponuje rozbiór Ukrainy. A tym razem w tej haniebnej grupie znaleźli się i Polacy.